półtora miesiąca później

sznur sobie popuszczę, to od razu nie mogę sę zmobilizować, widzicie jaki ja mam okropny charakter? ;)

a jest co opisywać. oczywiście ja ze swoimi skrótami myślowymi nie mam zamiaru pisać epopei, szczególnie, że mój humor znacznie poprawił mi mój mąż, o czym na koniec. myślę, że Wam też poprawię nastrój ;)

27.02 przeszłam na post wg dr. Dąbrowskiej. nie wiem czy o nim słyszeliście, ale ostatnio zaczął być bardzo popularyzowany. ja nie miałam o nim pojęcia, dopóki moja siostra, chcąc sprowadzić mnie na dobrą drogę, zapisała mnie do grupy na facebooku, dotyczącej tego właśnie postu. z początku byłam sceptyczna i jak to ja miałam prześmiewcze myśli. ale forum i posty uczestników wciągnęły mnie jak w dobry serial. zgłębiałam więc temat, obserwując też moją siostrę – prawdziwy wzór, która przeszła post bez żadnego grzeszku, przeszła wychodzenie z postu i odżywia się w pełni zdroworozsądkowo. w końcu ja też ustaliłam termin i ja, która w życiu nie miała głodówki, zaczęłam. od razu zaznaczę, to nie jest dieta! spadek wagi, to skutek uboczny. post ma na celu usunięcie toksyn z organizmu, oczyszczenie go, uleczenie. otyłość również jest chorobą, więc naturalnie leczy i to. ja postanowiłam go przejść, by zmienić nawyki żywieniowe. nie będę się wymądrzać, odsyłam do źródeł, ale oczywiście jeśli będziecie mieć pytania, to śmiało, powiem, czego szukać. oczywiście marzeniem było przejść go cały czyli 6 tygodni. po tym czasie miało nastąpić 6 tygodni wychodzenia czyli stopniowe wprowadzanie produktów. pierwsze dwa dni, to była masakra dla mnie, ból głowy, zimno, jak tylko mogłam to spałam. 3-4 dzień jak ręką odjął. jak nowonarodzona! nie czułam już głodu, nic mnie nie bolało, energia wróciła. kryzys przyszedł w 7 dniu i trzymał kilka dni. potem znów przeszło, ale postanowiłam stanąć za pierwszym razem na 2 tygodniach i 2 tygodniach wychodzenia czyli 4 tygodnie. i dałam radę! a zaznaczę, że przez większość naprawdę jadłam nikłe ilości i w 90% surowe, bo od gotowanych i pieczonych mnie odrzucało. po 2 tygodniach -10 cm w pasie, -7 cm w biodrach, -4cm w udzie. po wychodzeniu waga stoi. teraz mam normalną dietę i jak mogę to jadę do Jagody (Jagoda Fitness) i ćwiczę razem z nią, nie ciągnie mnie do fast foodów ani do słodyczy. ale chleb kocham i serki. choć nie jem już białego chleba, to i tak jem go sporo. dlatego wrócę na post w czerwcu. bo po 2 tygodniach postu można do niego wrócić po 2 miesiącach. po pełnym poście dopiero kolejny za pół roku. polecam, ten post to była najlepsza rzecz jaką dla siebie zrobiłam od dawna. polecam!

i jak post zaczełam, to i w innych dziedzinach życia się poprawiło. i w związku (wraz z utratą kg staję się milsza hehe) i zawodowo. marzec to rozpoczęcie na nowo sezonu na opalanie natryskowe! bardzo się cieszę, że fajnie to rusza i poznałam już tyle fajnych osób, którzy tak jak ja to kochają :) oby tak dalej <3 żyję teraz trochę w niedoczasie, ale pogoda dopisuje, więc i z Tolą można fajnie dzień spędzać w dniach wolnych. a tak poza tym to ostatnio latam po urzędach i wierzcie mi, że nienawidzę tego robić serio. mam wrodzoną awersję do składania jakichkolwiek dokumentów, myślę, że to jakaś fobia ;)

moje dziecko powoli rozkręca się z mową, każdego dnia nowe słowo lub zdanie, choć w większości nadal uprawia swoją nowomowę, którą tylko ona rozumie i ja w pewnym procencie. ale przedstawia się pięknie:

jak masz na imię?

Antonina Tola!

jak coś chce, to musi być tego DUUUZIOOO! duzio wody w wannie, duzio napoju, dziś chciała duzie nowe buty.

jak jedziemy autem woła: Tola jedzie! a ja: z drogi śledzie!

rano wstaje z dwoma hasłami:

dzień! jest dzień! ……………..

chcę atolo!! ATOLO AAAATOOOLO! ostatnio słowo ewoluuje: atało!! już wiecie??

tak – chodzi o KAKAO!

no i dziennie magiczne zdanie: mamo, gdzie jedziemy?

a najbardziej słodkie zdanie, to: otuje mamo! Zawsze mi to mówi, gdy cokolwiek dla niej mam, coś jej daję lub zrobię. a oznacza to: DZIĘKUJĘ MAMO <3 kochana. gargamelica, ale kochana nasza.

no to teraz anegdota :-D

mój mąż wyskoczył dziś lepiej niż Filip z konopii  poszłam do łazienki umyć ręce a ten nagle podbiega, wylewając mi za koszulkę zimną wodę, krzycząc „a tak w ogóle to śmigus dyngus”! patrzę na niego, bo mnie zatkało mówię: co ty gadasz! on: no przecież jest 2 kwietnia! a ja: przecież śmigus dyngus jest w drugi dzień świąt wielkanocnych! Jest niedziela na dodatek! ! on: to czemu tam dzieci na dworze biegły z wiadrami?! oczywiście ja się tak rozchichotałam, że łzy mi ciekły po policzkach i nie mogłam się opanować chyba pół godziny! gdybyście widzieli jego minę, jak do niego dotarło co zrobił!  najlepsze jest to że nigdy nie lał mnie wodą w lany poniedziałek haha przypomniał sobie ni z gruchy ni z pietruchy, że kiedyś 2.04 był lany poniedziałek   ja do niego, że te dzieci to chyba do piaskownicy szły a nie z wodą. matko! już dawno mnie tak nie rozśmieszył!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>