po tygodniu

atakują newsem, że dziś blue monday czyli najbardziej depresyjny dzień w roku. o przepraszam, blue monday to ja miałam tydzień temu. zresztą ostatni wpis chyba po części to pokazał. wiele z Was pytało mnie o nastrój i czy coś się dzieje.

uwierzcie, że nie wiem co się działo, ale z godziny na godzinę byłam coraz bardziej przygnębiona. drobiazgi, które zazwyczaj dają mi frajdę tym razem nie robiły na mnie wrażenia. wracając do domu wieczorem, ledwo powłóczyłam nogami. jak usiadłam na kanapie, to zwyczajnie się rozpłakałam. potem napisałam post. noc nie była lepsza. Tosi zdarzają się noce „paniczne”. płacze wtedy nie wiadomo czemu i ciężko ją uspokoić. i tamtej nocy też tak było. od 2 do 5. rano zadzwonił Tata. zmarł mój wujek a jego brat. o 2 zadzwoniono po karetkę, wczesnym rankiem odszedł. to dla nas bardzo smutna wiadomość, choć wiemy, że on jest szczęśliwy. to my musimy pogodzić się z faktem, że go już nie zobaczymy. na zawsze go będę pamiętać z tym dobrotliwym uśmiechem na twarzy i tymi błyskami radości w oczach. nie do końca odgadniony. nie do końca standardowy tryb życia. większość życia bardzo aktywny, zaangażowany, przez ostatnie lata naznaczony ciężką chorobą. gdy mówił, wszyscy słuchali. i to poczucie humoru, znak szczególny całego rodzeństwa. to mnie i Damianowi jako ostatnim w rodzinie udzielił ślubu. to on spokojnym głosem wyciszył moją panikę tamtego dnia. w lipcu ostatni raz go widziałam, zrobiliśmy mu rodzinną niespodziankę w jego urodziny. bardzo emocjonalnie przeżywał te rodzinne grupowe najazdy, dlatego były trochę ograniczane.. nasz kochany wujek. śp. ks. Leonard Knapik. http://katowice.gosc.pl/doc/3646014.Zmarl-ks-Leonard-Knapik

biję się z myślami czy kontynuować wpis. czy pisać o jakiś pomniejszych problemach. część się wyjaśniła, część przeszła do porządku dziennego. chyba nie. zakończę na tym. mam tylko pytanie. czy wolicie kilka pomniejszych wpisów w miesiącu czy jeden konkret na koniec miesiąca?… wiadomo, piszę to szczególnie dla siebie, ale i dla grona deklarującego stałe podczytywanie. stąd moje pytanie, bo częstsze i krótsze wpisy mogą gdzieś przemknąć niezauważone, a jeden konkretny wpis zawsze się pojawiał na przełomie starego i nowego miesiąca. aha i proszę nie wstawiajcie słów pocieszenia pod tym postem. będę wdzięczna. pozdrawiam czytających :*

 

Smog

urodziłam się na śląsku. ślasku, o którym kiedyś naukowcy powiedzieli, że tutaj życia być nie powinno. kocham śląsk, kocham te kopalnie, klimat, język i ludzi. to jest moje miejsce. ale! w tym roku się duszę. pierwszy raz w życiu wstrzymuję powietrze, bo się nie da. wdziera się ten smród w nozdrza i w głowie mam myśli, ile z tego gówna mam już w organiźmie. jakiś czas temu oglądałam „czy czeka nas koniec” (ang. before the flood) i strasznie zapadł mi w pamięć i serce. polecam każdemu, by poświęcił chwilę na obejrzenie tego dokumentu. tak, ludzie palą wszystkim co się da, na co ich stać bądź nie stać, starymi lakierowanymi meblami, jak sąsiedzi rodziców, gównem z pampersów, śmieciami itp. ok argument finansowy trudno podważyć, tylko że TO WSZYSTKO CO PUSZCZAMY Z DYMEM, WRÓCI SPOWROTEM W KOLEJNYCH POKOLENIACH! NASZE DZIECI, WNUKI TO ODCZUJĄ! i będą kląć na swoich rodziców, dziadków i pradziadów, że zgotowaliśmy im taki los!

sorry mam doła, dobijające informacje z sekcji finansów naszego domowego budżetu, awaria mojego sprzętu, a używam go dopiero 8 miesięcy, absurdy sądowe, chroniące cwanych tatusiów, kilka pomniejszych irytacji to wszystko powoduje, że smog odczuwam jeszcze dobitniej.

Pole elektromagnetyczne jakieś

oczywiście nie wiem czy pole,  ale tak to sobie nazwałam, bo jak inaczej określić niepokojące zjawiska, występujące w moim domu od paru dni?!

żarówka mi mryga w kuchni dziwnie pomimo że światło wyłączone.  nie wiem czy nadaje morsem jakieś znaki obcym czy co. rolety czasem nie ściągniemy, więc jak ktoś z bloku z naprzeciwka w nocy popatrzy przez okno, pijąc wodę,  to może się zlęknąć od tych mrygań nagłych i zakrztusić jeszcze.  niech żyje prowizorka, więc na razie działa jak w nocy lekko żarówkę odkręcimy.

odkurzacza od dwóch dni używać nie mogę,  bo tak mi korki wywala, że ogarnąć tego moim humanistycznym mózgiem nie mogę.  mąż jeszcze nie miał czasu sprawdzić odkurzacza, więc jak tak dalej pójdzie dywan będzie wyglądać jak wycieraczka z mnóstwem kudłów.

internetu nie mam.  siedzę na danych a robota na kompie stoi. serwis ma dziś przyjechać ogarnąć temat.  podobnie z domofonem. kurier mnie opierdzielił, że drugi raz jest i znów domofon nie działa.  i następnym razem on to pierdzieli. no no kochani kurierzy, wiem,  że niewdzięczną macie pracę,  ale wyżywać się na mnie nie pozwolę.  bo potem ciśnienie mi rośnie a w oku żyłki pękają.

a chcę być kobietą zen,  chodzącą oazą spokoju na oceanie ciszy i jak to tam dalej było? … :-)

Notatki o końcu roku

jest o czym pisać, tyle tytułem wstępu.

udało się w końcu dojechać na jarmark na niszkiszowcu. udało się w końcu pojechać do kina po dłuuugiej przerwie. i to dwa razy! rozpusta dla nas rodziców ;-) fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć oraz najnowsze star warsy. myślimy, że może jeszcze rok i Tosia również będzie mogła już poznać kino :-) ile miały lat Wasze dzieci, gdy pierwszy raz poszliście z nimi do kina? ja doskonale pamiętam moją pierwszą wyprawę do kina. miałam jakieś 5 – 6 lat. zabrał mnie tata na pana kleksa w kosmosie – cz.1 porwanie agnieszki ;-) to była nagroda za to, że byłam dzielna u dentysty. czy ja wiem czy byłam dzielna? to była też moja pierwsza wizyta. pamiętam starszego pana bez uśmiechu, z białymi wąsami, który bez zbędnych uprzejmości wyrwał mi ząb, od razu go wyrzucając. co spowodowało mój wielki płacz, gdyż chciałam mieć ząb na pamiątkę. ale kino ukoiło mój ból. oglądałam z zapartym tchem, a mój tata, siedząc obok pochrapywał ;-)

mikołaj minął, święta też. tosia była mega grzeczna, jak na nią. nasze mieszkanie zalały kolejne zabawki, które zaczynają przejmować terytorium. w sypialni został mi i D. już tylko kąsek łóżka. myślę, że w przeciągu tego roku nasze dziecko ze swoją świtą konsekwentnie nas z tego pokoju wykopie.

26 wieczorem zaczęła się nasza dramatyczna noc, obstawiamy, że po zjedzeniu przez nas (zrobionej przeze mnie rano) sałatki śledziowej. wierzcie mi, że wyleczyłam się ze śledzi, chrzanu i majonezu na długie miesiące. od 21 do 4 rano konsekwentnie i na zmianę ja i D. co 10 – 30 minut doznawaliśmy fizycznego bolesnego „katharsis”, Tośka na szczęście ledwie dwa razy i mega delikatnie (bo ona z tej sałatki tylko sos polizała). na drugi dzień mnie rozłożyła z tych przeżyć wysoka gorączka i dziękowałam za to, że Damian też został w domu. do życia wróciłam na kolejny dzień, w samą porę, bo przedsylwestrowe opalania fajnie się ułożyły i było co robić. oczywiście jak już ruszałam z prawie ostatniego punktu na liście w czwartek, widząc sie już z kubkiem herbaty w domu, zaryłam tyłem, tłukąc część klosza z lampy, ale na szczęście tylko to. oczywiście dla mojego męża to był powód do kłótni i tragedii życiowej na całe dwa dni. sylwestra spędziliśmy pierwszy raz bez Tosi, kameralnie na 11 piętrze wieżowca, z którego widoki na fajerwerki zostaną z nami chyba na zawsze, po prostu obłęd! przy okazji polecam świetną grę planszową „jak żyć panie premierze”, ale uwaga może Was wciągnąć na kolejne dwa lata ;-) my skapitulowaliśmy o 3 i jak to staruszki udaliśmy się w objęcia morfeusza.

2016 był dla mnie osobiście dobrym rokiem. jakoś tak na początku 2016 miałam poczucie, że ten rok będzie mój. że w momencie kiedy skończyłam macierzyński, potem okres zasiłku, to otwiera się przede mną wolna droga. miałam to szczęście, że mogłam sobie pozwolić na wybór. wspierana przez D. i przyjaciół postanowiłam złożyć wniosek o dotacje. z wniosku jestem dumna, bo tak go sprytnie rozgryzłam, że połączyłam w nim skrajnie odmienne działania, udowadniając, że mają szansę wszystkie działać. wniosek przyjęty, od maja mam swoją bursztynową. październik i listopad nie były lekkimi miesiącami, zobaczymy jak będzie teraz po nowym roku, ale póki co nie poddaję się i w głowie mam jeszcze dużo pomysłów na to, by się utrzymać. bo kiedy nie próbować jak teraz właśnie? na etat zawsze coś się znajdzie. od marca działałam jako menago tupperware, od października już nieco odpuściłam, ale oczywiście tupperki zawsze będą ze mną ;-) i bardzo dobre szkolenie dzięki nim przeszłam w tym roku. miałam też szczęście uczestniczyć w kolejnych rozpieszczających wyjazdach :-) spełniłam też swoje marzenie o drugim tatuażu i jest już ze mną, pod sercem od lutego/marca. oczywiście mam smaki na kolejne, lubuję się w maleństwach, ale oczywiście z moim mężem pewnie będę pertraktować kolejne 10 lat, o ile dożyjemy lub razem będziemy ;-) na wakacjach poza weekendem nigdzie razem nie byliśmy, ale zaliczyliśmy dużo okolicznych fajnych wycieczek i jeszcze sporo pomysłów na kolejne jest.  weselicho mieliśmy, a w tym roku zapowiedź kolejnego, fajnie, że nam się rodzina rozrasta i pokolenie stabilizuje ;-) z Tosią lekko nie ma, dwulatek naprawdę daje w kość, a ja z moją nerwicą oczami wywracam z niecierpliwości, ale widzę jak rośnie ten mały gargamel i łapię się za głowę, że jeszcze niedawno była taka maleńka, a mnie się wydaje, że to tak dawno było. i żal taki się czuje. z drugiej strony każdy etap jej wzrostu daje nowe radości i wyzwania, cieszę się, że jest z nami, dzięki niej się śmiejemy. a jak się tuli i daje całuski, to już w ogóle serce mięknie…

ps. nawiązując do ostatniego wpisu, chciałam sprostować w temacie mojej „fejkbejkowej konkurencji”:-) dogadałyśmy się i jest ok. każda pracuje na swoje konto, służymy sobie radą i pomocą. nie wchodzimy sobie w drogę. to tyle. pozdrawiam Olu ;-)

7 w dacie tego roku może zwiastować, że to szczególny rok może być. oby pozytywnie szczególny. w 2007 obroniłam magisterkę a dzień później siedziałam w samolocie do Irlandii i zamieszkałam z D. co szykuje nam 2017? mamy 12 miesięcy, by go poznać. wykorzystajmy ten rok dobrze. niech zdrowie nam sprzyja, bo jak jest się zdrowym, to ze wszystkim innym można sobie poradzić. choć to szczeście też niech nie opuszcza, bo znacie przysłowie o Titanicu. w każdym razie dla tych, dla których 2016 był dobry – niech 2017 nie będzie gorszy. dla tych, dla których był zły, niech ten im wszystko wynagrodzi. trzymajcie się i „do zaś”